sobota, 1 grudnia 2012

Rosyjskie klimaty

Gdy usłyszałam o kolejnej nowej filmowej wersji tragicznej historii Anny Kareniny, pierwszą moją  myślą było: "to znowu będzie nie TO". Celowo używam słowa "wersja" , nie "ekranizacja powieści".
W moim odczuciu tylko Rosjanie powinni przenosić swoją literaturę na ekran, podobnie jak my naszą - pierwszy przykład to amerykańskie "Quo vadis". 
Żadna z wielkich produkcji realizowana poza Rosją i przez ludzi nie będących Rosjanami, przy największym nawet nakładzie sił i środków, przy dbałości o szczegóły i tak nie odda prawdziwego klimatu tych powieści.

Takie mam zawsze odczucia widząc Omara Sharifa jako doktora Żywago - nie, jednak Egipcjanin w roli Rosjanina to jak dla mnie zbyt dalekie powiązania (pomimo uznania i nagród dla aktora).

Oglądając taką amerykańską "Wojnę i pokój", nawet z moją ulubioną aktorką na ekranie,


nie znajduję tam rosyjskiego ducha - ogólnie mówiąc tego wszystkiego, co potrafi odczuć i odnaleźć w literaturze rosyjskiej czytelnik bliższy geograficznie i kulturowo. Taki właśnie sąsiad "zza miedzy", jak my w Polsce.
Nie biorę pod uwagę politycznych zaszłości między nami, bo to uniemożliwiałoby jakiekolwiek porozumienie.

Takie realizacje zawsze będą jakąś wersją, czyjąś interpretacją tematu i najlepiej w ten sposób je odbierać.
Nie liczyć na filmową odsłonę powieści, ale spodziewać się filmowej ilustracji w obrazkach.

Przedwojenna "Anna Karenina" z Gretą Garbo



czy najnowsza z Keirą Knightley, to po prostu historie miłosne.



I raczej nie należy analizować i porównywać filmów z pierwowzorem powieściowym... to tylko powoduje zdziwienie, niezadowolenie, zaskoczenie, rozczarowanie  widzo-czytelnika...

7 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą całkowicie.
    Oglądałam wersję Anny Kareniny z Tatianą Samojłową i Wojnę i pokój z Tichonowem i już żadna inna wersja na razie mnie nie zadowoli. I nie oglądam, a szczególnie tych zachodnich produkcji. Może Rosjanie by znów nakręcili, na ich ekranizacje bym wyczekiwała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żałuję, że nie mam dostępu do kanału "Wojna i pokój" HD, tam można trafić na ciekawe filmy. A wydawało mi się, że po latach przymusu oglądania w szkole i dominacji filmów radzieckich w kinie i telewizji, z własnej woli nie będę już chciała ich oglądać.

      Usuń
  2. Zasadniczo myślę tak samo. Dlatego trochę się zdziwiłam, słysząc od koleżanki, która "się orientuje", że najnowszy film jest podobno świetny. No nie wiem, jednak mnie nie ciągnie na razie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też wcale nie ciągnie (nie tylko na razie). Jeśli obejrzę to może kiedyś, jak telewizja nabędzie i pokaże (czyli nie wcześniej jak za kilka lat).:)

      Usuń
  3. Podobno jest świetny jeśli nie potraktuje się go jako ekranizację tylko jako film inspirowany. Ja bym chętnie obejrzała, bo lubię Keirę. "Duma i uprzedzenie" z nią bardzo mi się podobały mimo niezgodności z książką i pewnej dozy współczesności.
    Ale i tak uważam, że chuda Karenina to profanacja ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście nie przepadam za Keirą,chociaż w "Księżnej" była dobra, ale jeżeli już to bardziej widzę ją we współczesnych rolach.

      Usuń
    2. Ja mam do tej aktorki chyba stosunek obojętny, ani szczególnie lubię, ani mi nie przeszkadza. Tutaj chodzi mi o samą adaptację/ekranizację/na motywach.
      Czytałam różne opinie w sieci, na pewno największym plusem filmu jest scenografia, kostiumy, plenery.

      Usuń