poniedziałek, 19 listopada 2012

Post elżbietański


Elżbieta, Ela, Elżunia, Elka, Elunia, Elżusia, Elbietka ... i jeszcze wiele innych wersji i zdrobnień  w innych językach. Według kalendarza, dziś jeden z kilku w roku dzień  imieninowy  Elżbiety.
Nie za bardzo lubiłam swoje imię, zwłaszcza w czasach szkolnych, bo było wtedy bardzo popularne.
Było nas, tych Elek, zatrzęsienie.
Teraz już nie zwracam na to uwagi -  podobnie jak na wszelkie interpretacje tego imienia, które w większości zupełnie do mnie nie pasują. Czytam w takich charakterologicznych tekstach, jaka to powinnam być i nijak tego w sobie nie odnajduję. Dlatego nawet nie będę cytować jakie samo imię ma znaczenie (od strony językowej).
O sławnych Elżbietach, dawniej i w czasach współczesnych, można dużo pisać - materiału nie zabraknie.

I tak przy okazji dzisiejszego dnia wyciągnęłam z drugiego rzędu półki zakurzoną nieco książkę o wielkiej królowej.

Nie oceniam wartości tej książki od strony naukowej, historycznej, merytorycznej, bo autor nie podejmuje nowego tematu, nie zaskakuje odkrywczymi faktami. Tak mi się przynajmniej wydaje, a mój zakres wiedzy nie upoważnia mnie do takiej szczegółowej analizy. O angielskiej królowej napisano już tak wiele, że trudno byłoby zwykłemu czytelnikowi podejmować się takiego zadania.

Po prostu książka do przeczytania - dość obszernie opisująca nie tylko życie samej królowej, ale także pokazująca tło wielu wydarzeń, ich przyczyny i skutki.
Zastanawiałam się nad klasyfikacją tej książki - czyta się ją  trochę jak powieść (chociaż brak dialogów), trochę jak reportaż historyczny. Napisana jest dość lekkim językiem i lektura nie męczy nudziarstwem faktów, dat i nazwisk.
Jak dla mnie jedyny poważny minus to zbyt gęsty i drobny druk, to przeszkadza w czytaniu. I problem większości książek wydanych w początku lat 80-tych - kartki klejone, wiec oczywiście już się rozsypały.

Stanisław Grzybowski "Elżbieta Wielka" Ossolineum , Wrocław 1984, Wydanie I

A dla wszystkich dzisiejszych solenizantek w dedykacji piosenka, której mogę słuchać bez końca...
śpiewana oczywiście przez Elżbietę... "Trwaj, chwilo, trwaj".


9 komentarzy:

  1. Mam jakiś sentyment w sobie do Elżbiety I. Pamiętam jak oglądałam w dzieciństwie film o Annie Boleyn, a zamykała go scena z idącą małą Elżbietą i głos mówiący, że będzie to największa królowa w historii Anglii. I stąd moja ciekawość. Czytałam kilka jej biografii z chęcią sięgnę po nastepna. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elżbieta I to chyba najbardziej wykorzystana filmowo królowa, bo przecież przy okazji historii ojca nie da się pominąć jej wątku (chociażby w małym stopniu).

      Usuń
  2. Mam w zbiorze "Elżbietę I" Johna Ernesta Neale'a jeszcze nie czytaną.Kiedyś muszę się zabrać do różnych biografii, w które zaopatrzyłam się lata temu.
    Piosenka jest świetna, kiedyś mogłam jej słuchać na okrągło.
    Elu, ale to może nie Twoje imieniny dzisiaj?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to też mój dzień :)
      I po raz kolejny jest to nieco inne świętowanie, nigdy scenariusz się nie powtarza.

      Usuń
    2. W takim razie Elżbietko mnóstwa dobra Ci życzę i miłego świętowania.
      Elu, a to mój prezent, jeszcze jedna Elżbieta - nie oglądam tego serialu ale ją bardzo lubiłam, a nie wiedziałam,że w nim zagrała małą rólkę, zawsze żałowałam, że wyjechała tam gdzie szczęścia nie znalazła.
      Jeżeli Ci się nie spodoba to po prostu kliknij : http://www.youtube.com/watch?v=4DWF_tBBCXo))

      Usuń
    3. Natanno - bardzo dziękuję za życzenia :)
      I za prezent - świetny!
      Ja też nie oglądam tego serialu, nie wiedziałam o udziale Elżbiety Czyżewskiej w tej produkcji.
      To prawda, że szczęścia nie znalazła w wielkim świecie. Gdyby pozostała w Polsce, może byłaby dziś gwiazdą pierwszej wielkości, o ugruntowanej pozycji (już w chwili wyjazdu była przecież ogromnie popularna). A może też jej kariera nie rozwinęłaby się pomyślnie. Trudno teraz gdybać.
      Widziałam wszystkie filmy z jej udziałem - "Gdzie jest generał?" systematycznie pojawiał się w telewizji co jakiś czas. Ale najbardziej ją lubię w "Giuseppe w Warszawie". Razem z Cybulskim stworzyli świetny duet.

      Usuń
    4. Miło mi, że Ci się spodobało, zupełnie przypadkowo natrafiłam na tę sekwencję filmową. Poszła za głosem serca i niestety nie odnalazła się w tym strasznym świecie.Ja pamiętam ją najbardziej z "Przerwanego lotu", gdzie grała z Aleksandrem Bielawskim, oczywiście z innych filmów też. Była taka delikatna i urocza,i pewno zagrałaby w niejednym filmie.)

      Usuń
  3. Jedna z moich najulubieńszych królowych!

    OdpowiedzUsuń