piątek, 8 czerwca 2012

Oryginał - świat niedostępny

Zawsze zazdrościłam ludziom znającym tak dobrze obcy język, by móc w nim się porozumiewać i swobodnie czytać. Mnie się to nie udało, z różnych przyczyn. I czytając książki przetłumaczone z innych języków muszę polegać na słowach tłumacza. Zaufać tłumaczowi, że jego wersja jest jak najbardziej zbliżona do oryginału.
Jednak rzeczywistość okazuje się niedoskonała. Ostatnio coraz częściej trafiam na opinie, dotyczące różnych książek, o zmianach dokonywanych przez tłumaczy. Przede wszystkim dotyczy to imion bohaterów, ale zdarzają się również samowolne skróty treści utworów.
Niestety, nie mam innego wyjścia... jeśli chcę przeczytać książkę, muszę przeczytać jej polską wersję.

Między innymi tak bezpardonowo obchodzą się tłumaczki i tłumacze utworów mojej ulubionej kanadyjskiej pisarki - Lucy Maud Montgomery. Mam do nich o to wielki żal, kiedy dowiaduję się, że moi bliscy bohaterowie,  z którymi zżyłam się już dawno, tak naprawdę noszą zupełnie inne imiona.
Imię to rzecz ważna - identyfikuje osobę, kojarzy nam kogoś konkretnego.

Z taką sytuacją mamy do czynienia w przypadku "Błękitnego Zamku", którego bohaterka, znana nam jako Joanna, w oryginale nosi imię Valancy.

"Błękitny Zamek" - tytuł oryginału angielskiego "The Blue Castle"
Wydanie, które posiadam  ma adnotację: Tekst opracowano na podstawie przekładu z 1926 roku Karola Borawskiego.

Historia Joanny Stirling to jedna z książek dla dorosłych, napisanych przez L.M.Montgomery.
Akcja umieszczona jest w latach dwudziestych XX wieku, a więc już w zupełnie innej epoce, niż większość tych najbardziej znanych powieści autorki.

Bohaterka to stara panna - dwudziestodziewięcioletnia (!), która w dniu urodzin dowiaduje się o swojej chorobie i perspektywie najwyżej jeszcze jednego roku życia. Dotąd zahukana, nieśmiała, uważana za brzydką i niezbyt rozgarniętą, nagle pod wpływem wstrząsu (jakim jest taka wiadomość), postanawia zacząć żyć inaczej. Nie tak, jak dotąd musiała - pod presją rodziny i zgodnie z ich zasadami. Zapragnęła oderwania się od przymusu narzuconych obowiązków, od stereotypów myślenia, od niemiłych więzów rodzinnych... koniec z tym. Teraz zacznie robić to, na co ma ochotę i mówić szczerze to, co myśli.
Dotychczas jedyną jej krainą wolności był ów tytułowy Błękitny Zamek, do którego przenosiła się w myślach i  w którym żyła inaczej. Teraz chce szukać tej krainy w realnym życiu.

Książka jest przyjemną i wciągającą lekturą. Sama w sobie jest takim Błękitnym Zamkiem, w którym odnajdujemy dawno miniony świat.
Zawsze, gdy wracam do tej książki, zadaję sobie pytanie: ile dorosłych osób ma swój Błękitny Zamek?
Taką małą tajemnicę, bo przecież dorosłym nie wypada "sobie wyobrażać"!

W 1988 roku w Teatrze Wielkim w Łodzi odbyła się premiera musicalu  "Błękitny Zamek" , stworzonego na motywach tej powieści. Oczywiście to dość swobodna interpretacja fabuły.
Choreografię opracowała Krystyna Mazurówna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz