środa, 22 marca 2017

Historia w filmowych pigułkach

Są różne drogi poznawania Historii - celowo użyłam wielkiej litery, bo w obecnych czasach byle jaka celebrycka awantura i pyskówka pojawia się w brukowych mediach jako "historia".
Można wybrać drogę opracowań naukowych (najczęściej napisanych nudnym językiem, chociaż coraz częściej zdarzają się wyjątki)... można czytać hasła w encyklopedii (prawie jak Nikodem Dyzma)... można oglądać filmy dokumentalne, które kanały historyczne emitują obecnie w ilościach nie do ogarnięcia przez jednego człowieka ...

Szczególnymi źródłami (zawsze z bardzo dużym marginesem niepewności co do wiarygodności) jest beletrystyka i film fabularny. W przypadku tych ostatnich źródeł myślący czytelnik musi brać pod uwagę dominację fikcji literackiej nad prawdą historyczną. Mieć świadomość, że nie wszystko co ogląda i o czym właśnie przeczytał musi być prawdą w stu procentach... że to tylko wizja twórcy - w mniejszym lub większym stopniu zgodna z rzeczywistością.
Jednak nie mamy innego wyjścia jak poznawanie Historii w sposób pośredni, bo przecież jeszcze nie wsiądziemy do wehikułu czasu i nie zafundujemy sobie filmowego Powrotu do przeszłości.

Ostatnio tak się złożyło, że oglądałam równolegle dwa seriale o sławnych kobietach "trzymających władzę". Obie produkcje to opowieści o drogach dochodzenia do władzy młodych kobiet - carycy i królowej, czyli serial BBC "Wiktoria" i serial produkcji rosyjskiej "Katarzyna Wielka".

Każdy z tych seriali zrobiony jest w inny sposób, charakterystyczny dla danej kinematografii - można powiedzieć, że każdy to inna bajka.
Gdybym jednak miała dokonać wyboru biorąc pod uwagę aspekty czysto filmowe, to wybieram rosyjski. 


Opowieść o Katarzynie jest żywa i dynamiczna, aktorzy stworzyli pełnokrwiste postaci z całą gamą wad i zalet, a filmowe kadry to pełne koloru obrazy z epoki. 


Serial angielski odbieram jako mdłe nudziarstwo, często w szaro-burych tonacjach. Gra aktorów dobrze odzwierciedla angielską powściągliwość, przysłowiową flegmę i sztywność, ale ja akurat nie należę do grona bezkrytycznych fanek dawnej angielszczyzny w literaturze i filmie. 

Obie produkcje mają jedną wspólną zaletę... wielki rozmach w scenografii, dekoracjach, strojach... pietyzm i drobiazgowość w każdym z setek szczegółów i detali.
I właśnie dla możliwości przeniesienia się dzięki  sceneriom tego rodzaju w dawne czasy oglądam takie filmy i seriale.

W przypadku obu seriali oglądam nie jako uzupełnienie, ale zamiast.
Moja lista książek do przeczytania jest coraz dłuższa, czasu coraz mniej, a posiadana wiedza o obu władczyniach aktualnie mi wystarczy. Nie będę (przynajmniej na razie) rozszerzać jej poprzez studiowanie kolejnych materiałów źródłowych, ani czytanie lekkich form powieściowych... chociaż w obu przypadkach powody są różne. Nie interesuje mnie aż tak bardzo historia Anglii; natomiast do postaci Katarzyny mam, jak wielu Polaków, niechętny stosunek (mówiąc oględnie) - wiadomo... takie zaszłości wspólnej historii.
źródło zdjęć

wtorek, 21 marca 2017

Światowy Dzień Poezji

Światowy Dzień Poezji – obchodzony corocznie 21 marca od jesieni 1999 roku (ustanowiony przez UNESCO).  Celem tego dnia jest promocja czytania, pisania, publikowania i nauczania poezji na całym świecie.

Od czasu prowadzenia tego bloga zwracam większą uwagę na wszelkie tzw. "dni" (szczególnie związane z literaturą, językiem ojczystym, kulturą).
I co się okazuje po zastanowieniu? 
Przy każdej poetyckiej okazji widzę, że już wcale nie sięgam po wiersze bez okazji... tak jak to kiedyś bywało, szczególnie w czasach nastoletnich i studenckich. Pomijam tu cały okres pracy zawodowej, bo wtedy to były wiersze dla dzieci. Podobnie jak te czytane własnemu dziecku..

Czy może być pocieszeniem fakt, że zmieniające się oblicze literatury zepchnęło poezję na gorsze miejsce, które kiedyś zajmowała powieść? Jeszcze w końcu XIX wieku młode bohaterki Lucy Maud Montgomery miały zakaz czytania utworów innych niż wiersz... poezja królowała na salonach, w wieczorkach literackich i koncertach muzyczno-poetyckich dla publiczności...

W szkole poznawaliśmy dorobek wielkich poetów, a do znudzenia wałkowane na wszelkiej maści akademiach ku czci wiersze polityczne mocno obrzydziły poezję wielu młodym ludziom... 
a dziś?

Nie wiem, ile osób czyta wiersze w domowym zaciszu, a już kompletnie nie mam rozeznania jak wygląda współczesna poezja. W pewnym momencie przestałam się tym interesować, a na moich półkach kurzy się co niewielki zbiorek poetyckich tomików. A teraz jestem na etapie większego zainteresowania życiorysami poetów, pisarzy, malarzy, kompozytorów niż ich dorobkiem.  Szczególnie dotyczy to właśnie poetów.

Zastanawiałam się, czy wybrać do tego wpisu wiersz z dawnych czasów, czy poszukać czegoś zupełnie nowego, współczesnego.
Skoro jednak mój blog to Inny czas sięgam do poezji ulubionego poety Adama Asnyka.
I teraz dopiero skojarzyłam jak mój nick (wybrany przecież nie przy okazji poetyckiej) jest podobny do używanego przez Asnyka pseudonimu: El...y
Podświadomość jakaś?


Dzieje piosenki

Narodziła się w duszy poety
                     W łez mroku,
Wywołana miłością kobiety,
Jako tęcza na marzeń obłoku;
Śpiewnych dźwięków odziana sukienką,
Drgnieniem serca dobyta z nicości,
Przyszła na świat naiwną piosenką
                     Miłości.

Upajała melodyjnym tchnieniem
                     Pierś młodą
I nad starców rozwianym marzeniem
Słodkich wspomnień jaśniała pogodą;
Wzgórza brzmiały jej rozkosznym echem,
Przedrzeźniali ją faunowie leśni,
Płoche nimfy wtórzyły z uśmiechem
                     Tej pieśni.

Przeszły wieki świeżości młodzieńczej
                     I krasy -
Nikt się teraz różami nie wieńczy,
Wchodząc z troską codzienną w zapasy;
Nie słuchają już nimfy na łące
I nie wtórzą piosnkom w wieczór letni;
Zagłuszyły dziś burze huczące
                     Głos fletni.

Jednak pieśń ta, starodawna, grecka,
                     Wciąż wraca!
Nieśmiertelnym swym uśmiechem dziecka
Chmurne niebo nad ziemią wyzłaca,
Wraca z każdą serc i wieków wiosną,
Pełna dziwnej, niespożytej siły
I roztacza wkoło woń miłosną
                     Z mogiły.

20 listopad 1878 



Jacek Malczewski - Portret Adama Asnyka z Muzą (1895–97)  


poniedziałek, 20 marca 2017

Zakurzone emocje, czyli "Świadek oskarżenia" Agathy Christie

Parapsychologia, spirytyzm, duchy, zjawy, tajemnicze Cyganki... to klimaty zbioru opowiadań, które mnie tak znudziły, że nie doczytałam do końca. Nigdy nie należałam do miłośników historii o duchach i straszydłach, w gatunku tych z dawnej piosenki dla dzieci "bo my lubimy się bać".
Jeszcze pierwsze (tytułowe) opowiadanie przeczytałam z zainteresowaniem. Ale już z każdym następnym było coraz gorzej. Szczególnie mało ciekawe są dla mnie "wykłady specjalistów" związane z ich specjalnościami, wstawione w rozmowy bohaterów.

Ta lektura mnie rozczarowała..., tym bardziej, że nie spodziewałam się tego typu prozy  u królowej kryminału. Wypożyczam książki najczęściej "w ciemno" - staram się nie czytać wcześniej żadnych recenzji ani opinii. I stąd takie wpadki.

piątek, 17 marca 2017

Świat dawnych reklam (7)

Coś na aktualną pogodę... a reklama z 1910 roku



czasami, gdy na naszych byle jak sprzątanych ulicach nie można ominąć kałuż śniegowego błota i lodu, myślę "dlaczego takie kalosze zniknęły?"... Nie jestem aż tak wiekowa, że mogłam je używać, ale pamiętam z dawno oglądanego polskiego filmu "Kalosze szczęścia" (1958)


chociaż jest nadzieja, że wrócą - wystarczy, że pojawi się jedna seria (im bardziej zwariowane wzornictwo, tym lepiej) plus jakaś celebrycka reklama.


czwartek, 16 marca 2017

"Kaprysik" - dobry na kolejkowy czas

To mój pierwszy kontakt ze słowem pisanym Mariusza Szczygła. Dotychczas miałam okazję tylko słuchać jego wypowiedzi w radio i telewizji. Czytanie tego zbiorku trwało dość długo, bo etapowo - w kolejkach do lekarzy. 
Od czasu, gdy posiadam czytnik nie targam już ciężkich książek, ale lekką zabaweczkę. A na co dzień mało korzystam z tego mojego prezentu od rodziny, bo mąż zawłaszczył i ciągle muszę go szukać. 
Dzięki e-czytaniu ominęło mnie "szczęście" kontaktu z tymi okładkowymi różowościami w nadmiarze, chociaż kolor różowy bardzo lubię. Tutaj mi jednak nie pasował i nie dam się przekonać, że to taka kobieca książeczka, więc jak najbardziej... itd.



Zdjęcie okładki pochodzi z portalu Lubimy czytać

"Kaprysik" to zbiór mini-reportaży/ felietonów/powiastek (trudno mi wybrać odpowiedni gatunek) dający wbrew pozorom bardzo dużo do myślenia.
Każda z tych historii  to niezwykły materiał na wcale obszerną powieść lub film (albo jedno i drugie).

Najwięcej refleksji wywołała u mnie pierwsza w tym zbiorku historia kobiety, która zapisała codzienność swojego życia na kartkach kilkuset szkolnych zeszytów. Być może dlatego, że pamiętam telewizyjną informację o odnalezieniu tych zeszytów po śmierci autorki zapisków.
A dlatego również, że niedawno sama doszłam do podobnego wniosku, ale ... poniewczasie. Moja pamięć wyrzuciła wiele wydarzeń z naszego wspólnego życia... tak bardzo żałuję, że nie zapisywałam ich w formie krótkich notek... teraz już za późno...