środa, 13 czerwca 2018

Post techniczny

Dopiero dzisiaj zorientowałam się, że kilkanaście komentarzy z ubiegłego roku czekało na moderację. Niestety mnie również dopadł brak powiadomień o komentarzach, opublikowałam je teraz i przepraszam za brak odpowiedzi w tamtych czasie.
Zmieniłam ustawienia i mam nadzieję, że teraz już nie będzie takich poślizgów.


piątek, 8 czerwca 2018

Odeszła Barbara Wachowicz...



W sztywnej konwencji radiowej szarości wyróżniała się oryginalnością przekazu... Jej głos, sposób narracji, gawędziarski styl, był czymś niecodziennym zarówno przed laty, jak i w czasach obecnych (może nawet bardziej dziś, gdy nasz ojczysty język jest tak okaleczany i niszczony)...

Słowem... piękną polszczyzną... w kulturalny, a jednocześnie bardzo emocjonalny sposób walczyła o zachowanie pamięci o Polakach... o postawy patriotyczne... o świadomość młodych...

A nigdy nie było to łatwe...

wtorek, 5 czerwca 2018

"Julie i Julia"(2009), czyli gotowanie i blogowanie

Moje kulinarne blogowanie było pierwsze... zaczęło się w 2008 roku i przez kilka lat byłam bardzo aktywna w kulinarnej blogosferze - chociaż w innym miejscu i pod innym nickiem. Wydawało mi się (i nadal przy tym pozostaję), że powinnam prowadzić osobne wirtualne zeszyty dla niektórych tematów. Zupełnie nie widziałam możliwości połączenia w jednym miejscu wpisów kulinarnych i poważnych tematów literacko-historycznych. Tragizm powstania styczniowego obok przepisu na sałatkę jarzynową? Nie dla mnie...

Bardzo chciałam zobaczyć ten film od momentu, gdy o nim przeczytałam. W tamtym czasie film akurat trafił w punkt - to było coś dla nas, początkujących blogerów, chociaż nie zawsze początkujących w kuchni, jak w moim przypadku. Pokazane w filmie korzystanie z cudzych przepisów, wiernie ich realizowanie bez własnych "wariacji na temat" to szczególnie opowieść dla mnie. Bo ja tak właśnie zaczynałam swoją kuchenną przygodę. Wróciłam wspomnieniami do czasów, gdy uczyłam się gotować z siermiężnie wydanych (z trudem zdobywanych) książek kucharskich. Oprócz tej ubogiej oferty było jeszcze trochę przepisów w gazetowych kącikach kulinarnych, ale i gazety często zdobywało się z trudem, szczególnie takie jak "Kobieta i życie".

Film jako całość oceniam bardzo dobrze... z jednym, ale jakże istotnym wyjątkiem.
 
Lubię Meryl Streep (wśród aktorek amerykańskich stawiam chyba najwyżej), ale nie spodobała mi się w roli Julii Child. Znalazłam w internecie filmiki z prawdziwą Julią i wydała mi się (przynajmniej na wizji) bardziej stonowana. Streep zagrała brawurowo, ale według mnie przeszarżowała. Postać Julii jest przerysowana... i to grubą krechą. Brakuje mi jakiejś delikatności, którą przecież Meryl Streep potrafi pokazać.
Prawdę mówiąc nowa filmowa Julia Child dla mnie okazała się w odbiorze... niestrawna.

zdjęcie znalezione w internecie, nie znam źródła

poniedziałek, 4 czerwca 2018

"Igły" - moje wielkie rozczarowanie

Taki temat!
Mieć taki niezwykły temat i wyprodukować tekst na poziomie szkolnego wypracowania.
Aż szkoda...

Nie będę się rozwodzić, napiszę krótko.
Uważam, że jak na tak ważny rozdział historii książka jest napisania zbyt powierzchownie, w konwencji prostej literatury.
Bohaterki tych historii naprawdę zasłużyły na lepszą formę popularyzacji. Wszystkie historie są opisane w ten sam, schematyczny sposób. Brakuje w nich akcji, emocji, napięcia. Nie mówię, że to ma być tania sensacja z zastosowaniem prymitywnych chwytów, ale tak nużąca lektura tylko odstrasza.
Jednak najbardziej męczące było dla mnie zastosowanie przez autora czegoś, co ja nazywam "narracją wyprzedzającą". Ogólnie to tego typu zdania: "ona nie wie, że za chwilę  zostanie rozpoznana przez..."
Czytałam z przerwami, z każdym rozdziałem tracąc zainteresowanie...

6/2018

niedziela, 3 czerwca 2018

Skazane na zapomnienie, czy po prostu zapomniane?

Kiedyś nic nie wiedzieliśmy o prywatnym życiu gwiazd polskiego przedwojennego kina. Nie było takiego bogactwa źródeł informacji jak dziś. Aktorzy, których oglądaliśmy w starych filmach, w większości nawet nie byli nam znani z imienia i nazwiska. Nie było łatwo dopasować znaną nawet twarz do konkretnego nazwiska. Kojarzyliśmy małą grupę sławnych gwiazd, ale pozostała "lista płac" danego filmu nie wywoływała skojarzeń z osobą aktora. Zresztą w niektórych filmach nawet nie podawano pełnych imion, tylko pierwszą literę, więc w przypadku wielu nazwisk nie było nawet wiadomo, czy chodzi o kobietę, czy o mężczyznę.

Oglądając przedwojenne polskie filmy wielokrotnie zastanawiałam się nad losami polskich aktorów w czasie II wojny - ilu z nich ją przeżyło? co się z nimi działo po jej zakończeniu? Czy i jak odnaleźli się w zupełnie innych realiach powojennej Polski?


Ta książka to prawdziwy rarytas dla miłośników Starego Kina.
Pięknie napisana i pięknie wydana... merytorycznie na najwyższym poziomie... pod względem edytorskim dopracowana w każdym szczególe. Można sobie tylko życzyć, aby jak najwięcej wydawanych obecnie książek było takimi perełkami.

Co prawda polemizowałabym z samym tytułem, ponieważ nie do końca z nim się zgadzam.  Nie wszystkie bohaterki tej książki zostały zapomniane, a na pewno nie można powiedzieć o skazaniu na zapomnienie. Autor przedstawił biografie tych aktorek, których wyborem była emigracja. Obawiały się różnych scenariuszy w nowej Polsce - od braku pracy w zawodzie ze względu na zmianę priorytetów, aż do zagrożenia aresztowaniem i skazaniem... wszystko jedno z jakiego powodu. I to jest zrozumiałe. Jednak część środowiska aktorskiego pozostała w kraju... nie dla wszystkich znalazło się miejsce w nowym kinie, szczególnie w socrealistycznych produkcyjniakach, ale grali w teatrze, w radio.
A w powojennej Polsce aktorki i aktorzy "nieobecni" byli znani, właśnie dzięki  państwowej telewizji, z programu "W starym kinie". Dzięki Stanisławowi Janickiemu przedwojenne polskie kino funkcjonowało w nowej rzeczywistości, wychowując kilka pokoleń miłośników dawnych filmów.
A jak jest dziś? według mnie fatalnie.

Ta książka to właściwie "dwa w jednym", bo składa się z dwóch odrębnych części.
Część ogólna, której autorem jest Michał Pieńkowski - "Wielki świat. Hollywood nad Wisłą".
Część szczegółowa - Grzegorza Rogowskiego, poświęcona siedmiu aktorkom filmowym II Rzeczypospolitej.
Są to:  Zofia Nakoneczna, Nora Ney, Renata Radojewska, Jadwiga Smosarska, Janina Wilczówna, Tamara Wiszniewska, Lena Żelichowska.
Autor przedstawił pełne biografie aktorek, nie ograniczając się tylko do losów wojennych i powojennych. Ich nazwiska są częścią tytułów poświęconych im rozdziałów, które zawierają również  filmografię każdej z bohaterek książki.

W sumie książka ma smutną wymowę - II wojna światowa zniszczyła całkowicie różne dziedziny życia. Po wielu ludziach nie pozostało dosłownie nic - nie ma żadnych pamiątek, dokumentów, potomków... nawet nazwisk i grobów.
Gdyby nie było wojny być może nadal istniałby świat przedwojennego kina; byłaby jakaś zmodernizowana kontynuacja jak na przykład w Wielkiej Brytanii. Tylko, że nadal byłaby to Polska bogatych i biednych z przedwojennym podziałem klasowym. A tak to mamy podział na bogatych i biednych ze zmianą ról.

Zofia Nakoneczna.
Aktorka, po której nie został nawet jeden film


5/2018