poniedziałek, 16 września 2019

Łódź subiektywna... 50-lecie zespołu "Bałałajki"

 1971 r.

Jubileuszowy koncert odbył się 8 września w Teatrze Nowym w Łodzi.
Piękny koncert... i niezwykłe przeżycie, jakim było to spotkanie po latach... 
szczególnie dla tych, którzy właśnie zaliczyli "pięćdziesiątkę" uczestnictwa w zespole

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony "Mosty Europy"
dodane przez założyciela zespołu  Andrzeja de Lazari


 
Nad Wołgą 1991 r.

"Bałałajki" współcześnie 

niedziela, 8 września 2019

niedziela, 1 września 2019

"Dnia pierwszego września roku pamiętnego..."

Orędzie Prezydenta RP Ignacego Mościckiego z 1 września 1939 r.

  

 Wieluń


poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Frederique Deghelt "Babunia" - absolutnie nie zaglądać wcześniej do zakończenia!


"Jade, dziennikarka, nie zgadza się, by jej babcię, Jeanne, oddano do domu starców i zamieszkują razem w Paryżu. Ku jej zdumieniu babcia, prosta osiemdziesięciolatka ze wsi, kryje niezwykłą osobowość: przez całe życie potajemnie czytała książki! Jade pokazuje Jeanne rękopis swojej powieści z prośbą o ocenę. Babcia opowie jej w zamian, dlaczego swoje czytanie musiała ukrywać… Rzecz o wzajemnym szacunku i miłości, o literaturze, która łączy ludzi bez względu na wiek i o więzach przeszłości z dniem dzisiejszym. Zaskakująca puenta."

Taki opis na okładce książki zachęcił mnie do jej wypożyczenia z biblioteki. Na ogół nie ulegam tego typu reklamie od wydawcy, a nawet  właśnie rezygnuję (nie wierząc z jej prawdziwość), ale tym razem dałam się namówić. Temat "książki w książce" zawsze mnie interesuje. To zresztą był przypadek, że tak szybko trafiłam na potrzebną mi do Trójki e-pik książkę.

Ta powieść od początku mnie wciągnęła... głównie dlatego, że rozpoczyna się tematem dla mnie szczególnie teraz ważnym - problemem opieki nad starymi ludźmi, naszymi najbliższymi członkami rodziny.
Dopiero później czytelnik zaczyna poznawać największy sekret Babci - jej skrywaną starannie przed wszystkimi miłość do książek. To niezwykła historia jak prosta kobieta, żyjąca na wsi odkrywa znaczenie literatury dla jej własnego rozwoju intelektualnego. Docenia jak wiele zawdzięcza pisarzom i ich utworom.

"Początkowo ukrywała się nie przez przebiegłość, ale ze wstydu. Czytanie było w jej środowisku próżniactwem. Bogaci czytali, bo nie potrafili spożytkować swoich dziesięciu palców, a poza tym nie musieli pracować rękami! Tak mówiło się w jej rodzinie i w rodzinie dziadka ze strony ojca. Czytanie było domeną leniwych intelektualistów, którzy mieli szczęście i nie musieli harować, żeby zarobić na życie. W miarę jak Babunia czerpała przyjemność, dokonując nowych odkryć, to, co znajdowała w książkach, sprawiało, że nie miała ochoty o nich opowiadać. Czuła, że staje się kimś innym

Babunia bardzo sprytnie ukrywała swoją literacką namiętność - w trakcie pracy jaką było opiekowanie się dziećmi, czytała niemowlakom fragmenty Victora Hugo, Flauberta lub Joyce`a.  Maluchy słuchały fragmentów Ulissesa w czasie sjesty, gdy nie było ryzyka, że ktoś może to usłyszeć. 

Czytałam z prawdziwą przyjemnością, oceniając powieść jako naprawdę mądrą historię, a wiele zdań wypowiedzianych przez tytułową Babunię na temat starości mogę dopasować do swojego spojrzenia na świat i uważam za prawdziwe mądrości życiowe. Zresztą Babunia naprawdę jest dla mnie główną postacią tej opowieści, na jej tle wnuczka wypada blado i sztucznie. 

"Babunia" to opowieść o miłości, przemijaniu, starości z odkrywaniem piękna literatury w tle.

Czytając o początkach fascynacji literaturą, o tym jak Babunia musiała ukrywać swoje zainteresowania przed własną rodziną i środowiskiem (czytanie to marnowanie światła i czasu), nie mogłam oprzeć się porównaniom - możliwości rozwoju intelektualnego kobiet poprzez czytanie książek u robotników lub mieszkańców wsi polskiej i francuskiej na początku XX wieku. To dwa zupełnie inne światy, gdzie szanse na taki rozwój w Polsce były praktycznie równe zeru. Francja nie doznała takiego stopnia analfabetyzmu i czytelniczego zacofania jak Polska, przede wszystkim dlatego, że nie była zgnębiona polityką zaborców.

I tak sobie czytałam... i czytałam... aż do doszłam do zakończenia... I tu prawdziwy szok! 
Nie... ja nie chcę takiego zakończenia... tego się nie robi czytelnikowi...

Książkę przeczytałam w ramach sierpniowej Trójki e-pik


piątek, 16 sierpnia 2019

"Pociągi pod specjalnym nadzorem" - tym razem wszystko na "nie"


Nie moje klimaty... nie zachwycam się pisarzem jak większość... nie przemawia do mnie specyfika czeskiego poczucia humoru itd -  wszystko na "nie". Zmusiłam się do przeczytania całości, ale dalszego poznawania literatury czeskiej nie przewiduję.
Podobnie było z filmami i serialami produkcji czechosłowackiej, którymi regularnie karmiła polskich widzów telewizja. Te wszystkie historie o Homolkach, szpitalach na peryferiach i kobietach za ladą wciskane nam na siłę, nie wytrzymywały konkurencji z naszą kinematografią - szczególnie od strony aktorskiej. Drętwe, sztywne, sztuczne, nudne.

Przyznaję, że nie sięgnęłabym po literaturę naszych sąsiadów, gdyby nie aktualna Trójka e-pik - kategoria "po sąsiedzku". Jakoś nie czuję zainteresowania ani nowościami, ani klasyką zza najbliższej granicy ze wszystkich stron. W moim przypadku to na pewno zaszłości historyczne, tak jakoś we mnie tkwią.

Dawno temu poznałam Szwejka i pozostał do dziś moim ulubionym (chociaż jedynym znanym) bohaterem literatury czeskiej, co zawdzięcza na pewno genialnemu tłumaczeniu Pawła Hulki-Laskowskiego. Nie znam języka oryginału, więc może nie powinnam się wypowiadać, ale wiem jak bardzo podobał mi się polski tekst. Nawet jeśli tłumacz napisał powieść na nowo (a może tym bardziej).
Jednak poznanie Szwejka nastąpiło zanim wybraliśmy się w naszą podróż życia do Włoch, w której po drodze musieliśmy przejechać Czechosłowację. A tam (w części czeskiej, co trzeba zaznaczyć), spotkaliśmy się niespodziewanie i niezasłużenie z tak niemiłym i złośliwym traktowaniem (na drodze i na campingu), że niechęć do tych sąsiadów pozostała we mnie do dziś. Wtedy od razu uznaliśmy, że to jakieś odgrywanie się za historyczną przeszłość. Teraz nie będę o tym pisać, bo mimo upływu lat nadal mnie to wkurza, może przy innej okazji. Jedynym pozytywnym akcentem w campingowych tarapatach (w które celowo wmanewrowała nas recepcjonistka), była samorzutna akcja pomocy ze strony grupy młodych Węgrów.

Pewnie wybrałabym teraz do czytania coś rosyjskiego, bo jeszcze trochę nie przeczytanych staroci mam na półkach, ale w domowej biblioteczce znalazłam cienką książeczką z "Pociągami..." Ja na pewno jej nie kupiłam, to chyba  licealny nabytek naszej córki. A ponieważ kiedyś dawno temu widziałam film, więc uznałam, że w końcu wypada przeczytać Hrabala, o którym czytałam tyle zachwytów.

Cóż... ja się nie zachwycam i na tym zakończę.